ZŁY- LEOPOLD TYRMAND
O "Złym" napisano już chyba wszystko, więc... dorzucę coś od siebie. Co mi tam.
Jestem pod wrażeniem stylu Leopolda Tyrmanda, czemu dawałem wyraz już pisząc o "Filipie", czy "Dzienniku 1954" i po skończeniu "Złego" tylko się w tym utwierdziłem. Pozornie to opowieść o warszawskim półświatku kilka lat po wojnie, ale znakiem rozpoznawczym Tyrmanda było inteligentne portretowanie rzeczywistości życia w PRL i to dzieje się również na kartach najpoczytniejszego kryminału tego okresu. Kryminały retro pisane przez współczesnych autorów to jeden z moich ulubionych gatunków, dlatego "Zły", który powstał prawie 70 lat temu to dla mnie rewelacyjna okazja do wielu porównań. Mimo, że jest to bardzo obszerna książka, to przez tę historię po prostu się płynie. Przez moment miałem wrażenie, że zbyt wolno się rozkręca, ale szybko zmieniłem zdanie. W tej opowieści nie ma przypadków, wszystko z czasem doskonale się ze sobą łączy, pozornie luźno rzucane tropy finalnie znajdują rozwiązanie. Aura tajemniczości, która wiąże się z tytułowym bohaterem i budowana wokół niego legenda to świetny zabieg, szczególnie biorąc pod uwagę czego dowiadujemy się o nim wraz z rozwojem fabuły. No, ale przecież są w tej historii inni bohaterowie, jak np. Filip Merynos, który jest fascynujący pod wieloma względami i w moim odczuciu na jego przykładzie widzimy w jaki sposób autor tworzy swoją wersję przestępczego półświatka. Marek Hłasko twierdził, że Tyrmand zbyt romantyzował pisząc o ówczesnych gangsterach, bo rzeczywistość była nieco inna. "Zły" jest opowieścią bardzo przemyślaną i nie ma tu miejsce na przypadki. Tyrmand doskonale wiedział jak, kiedy i po co użyć konkretnych zabiegów stylistycznych i narracyjnych.
Audiobook w interpretacji Adama Ferencego to fenomenalna rozrywka i gorąco polecam tę formę, jeśli brakuje Wam czasu na czytanie.


Komentarze
Prześlij komentarz